W wakacyjnym numerze Biuletynu Informacyjnego WIL pokazaliśmy inny medyczny świat: taki, w którym nie ma luksusu, nowoczesnych szpitali, nie ma dostępu do zaawansowanej diagnostyki. Natomiast jest bezpośredni kontakt z pacjentem, zaufanie, wdzięczność i często walka o życie i zdrowie osób które na co dzień nie mają dostępu do opieki medycznej, przy użyciu jedynie podstawowych środków. Misje medyczne przypominają o tym, co w zawodzie lekarza i lekarza dentysty najważniejsze – o pacjencie.
Mimo wielu trudności, wielu lekarzy wraca z misji z poczuciem, że to jedno z najważniejszych doświadczeń w ich życiu. Jedną z nich jest lek. dent. Patrycja Chowańska.
Nie wszędzie ból zęba oznacza szybką wizytę u dentysty. Dla wielu to tygodnie cierpienia i brak nadziei na ulgę. Dlatego pakuję walizkę, odkładam wszystko i jadę. Bo jeśli mogę ulżyć choć jednej osobie – to znaczy, że warto. Nazywam się Patrycja Chowańska, misje medyczne są dla mnie zawodowym spełnieniem. Już jako dziecko wiedziałam, że chcę nieść pomoc tam, gdzie dostęp do opieki zdrowotnej jest ograniczony bądź niedostępny. O pomocy w Afryce marzyłam od najmłodszych lat– fascynowały mnie spotkania z misjonarzami, które regularnie odwiedzałam.
Po ukończeniu Uniwersytetu Medycznego w 2017 roku, bez odbycia stażu podyplomowego, wyjechałam na pierwszy wolontariat do Tanzanii, Kiabakari, gdzie w ramach programu „Dentysta w Afryce” pracowałam w nowo otwartym gabinecie dentystycznym w klinice Tazama na Tabasamu – „Spójrz i uśmiechnij się”.
Byłam pierwszym stomatologiem w tym regionie. Z początku pacjentów było niewielu, bali się, nie wiedzieli, czego się spodziewać. Wielu 80-latków po raz pierwszy w życiu siadało na fotelu stomatologicznym. Na szczęście wieść zaczęła się rozchodzić i szybko gabinet zaczął pękać w szwach. Ludzie docierali do mnie często pieszo z oddalonych dziesiątki kilometrów miejsc zamieszkania. Pracowałam tam przez sześć miesięcy. Po przyjęciu pacjentów w gabinecie, resztę dnia pomagałam w miejscowym ośrodku zdrowia przy zabiegach pielęgniarskich, operacjach chirurgicznych i porodach. Z Polski zabrałam szczoteczki i pasty do zębów do edukacji dzieci w szkołach i przedszkolach. Dzięki zbiórkom udało się zakupić podręczniki i przybory szkolne – w szkołach liczących po kilka tysięcy dzieci znajdowały się czasem tylko dwa podręczniki na placówkę.
W Tanzanii zmagałam się z ciągłymi brakami prądu i wody. Korzystaliśmy z deszczówki, którą trzeba było odpowiednio przygotować i filtrować. Jednak mimo trudności, mieszkańcy okazywali mi niesamowitą życzliwość – zapraszali do domów, dzielili się tym, co mieli. W Tanzanii nie wolno odmówić poczęstunku, równa się to z brakiem szacunku. Po powrocie do Polski musiałam odbyć staż, ale szybko poczułam, że Afryka to dopiero początek. Dowiedziałam się o potrzebie pomocy stomatologicznej w Wenezueli – w miejscowości Punto Fijo. Sytuacja była dramatyczna, więc bez wahania ruszyłam w drogę.
Mój plan zakładał dwumiesięczny pobyt. Jednak trzy dni po przylocie wprowadzono surowe restrykcje pandemiczne, zamknięto granice i zostałam na miejscu przez dziesięć miesięcy. W kraju obowiązywał całkowity zakaz pracy dla stomatologów. Nie miałam zamiaru siedzieć bezczynnie i mimo ryzyka otworzyłam gabinet w Punto Fijo.
Z czasem zaczęłam docierać do wiosek – pieszo, motocyklem, stopem – mimo braku paliwa, godzin policyjnych i zakazów przemieszczania. Organizowałam akcje żywnościowe, dowoziłam leki, a gdy zaczęły działać niektóre stacje benzynowe– mogłam czasem zatankować. Po powrocie do Polski zebrałam więcej sprzętu i wróciłam do Wenezueli na kolejne osiem miesięcy – tym razem głównie do wioski Adicora.
Pracowałam codziennie, przyjmując dziesiątki pacjentów. W weekendy organizowałam dni pomocy medycznej z lokalnymi lekarzami dla najbiedniejszych dzielnic. Po rozmowach z Radą Miasta udało się przywrócić dentobus, nieużywany od dekady. Woda była jeszcze trudniejsza do zdobycia niż w Tanzanii – cysterna kosztowała 15 $, a średnia pensja wynosiła 1–2 $ miesięcznie. W państwowych szpitalach pacjenci muszą przynosić własne rękawiczki, leki, igły – bez tego nie wykonuje się zabiegów.
Organizowaliśmy akcje z okazji Dni Dziecka – edukacja, zabawy, konkursy. Każde dziecko otrzymało szczoteczkę, pastę, ciepły posiłek i prezent. Gdy rodzice nie chcieli puścić dzieci, bo nie miały butów – zdjęliśmy własne i biegaliśmy boso.
Ostatnia misja to Etiopia w listopadzie 2024. Miałam pracować w miejscowości Galcha, ale przez lokalne zamieszki trafiłam do szpitala w Awassa. Brak fotela stomatologicznego zmusił mnie do przekształcenia gabinetu fizjoterapeutycznego. Dzięki pomocy lokalnego dentysty, który wypożyczył mi sprzęt, usuwałam nawet 150 zębów dziennie.
W Etiopii widziałam skrajną biedę – przepełnione sierocińce, szkoły bez materiałów, szpitale pełne chorych czekających w kolejkach, choroby jak HIV, gruźlica, WZW – to codzienność. Ludzie są przesiedlani, często lądują na ulicy. Nasza pomoc obejmowała też dystrybucję ubrań i materiałów edukacyjnych do szkół.
Teraz planuję już kolejną misję – znów Etiopia! Po spotkaniach w WIL w Koninie i OIL w Gdańsku udało się zebrać zespół wspaniałych, wykwalifikowanych lekarzy i pielęgniarek. Zaczynamy kompletować środki i sprzęt i lecimy w listopadzie ! Każda misja to coś więcej niż leczenie. To opowieść o zaufaniu, spotkaniach i przekraczaniu granic – geograficznych i własnych. Jeden człowiek może wiele, a razem możemy jeszcze więcej.
lek. dent. Patrycja Chowańska
